Nieszczęśliwa miłość

Maria Skłodowska 1 stycznia 1886 roku w asyście swojego ojca udała się na warszawski dworzec kolejowy. Ze łzami w oczach opuszczała pociągiem stolice, by po 3 godzinach wysiąść na stacji w Ciechanowie. Tam czekały na nią już sanie, którymi dotarła mroźną nocą do majątku w Szczukach, gdzie miała podjąć pracę guwernantki. Wioska wchodziła w skład majątku hrabiego Ludwika Krasińskiego. On tez był mężem Elizy z Branickich, czyli wdowy po poecie Zygmuncie Krasickim.

Dzierżawcą majątku w Szczukach był Juliusz Żórawski. Mieszkał razem z żoną i gromadka dzieci w dworku. Właśnie w nim młoda guwernantka Skłodowska otrzymała duży pokój na piętrze. Miała uczyć dwie córki Żórawskich. Andzia i Bronicia mimo młodego wieku, słuchały swojej nauczycielki, choć nie stroniły od zabaw i figli.

Maria Skłodowska nie od razu zaadoptowała się na wsi. Czuła osamotnienie, unikała towarzystwa, mimo, że otrzymywała zaproszenia na bale w okolicznych dworach. O dziwo w swoich wspomnieniach pisze, że krajobraz Mazowieckiej Ziemi, najbardziej podobała się jej zima. Lubiła jeździć saniami do Ciechanowa. Wszystko uległo zmianie, kiedy znalazła bratnią duszę w osobie jednego z najstarszych synów Żórawskich.

Zaczęli razem wyjeżdżać na konne przejażdżki. Zwiedzali okolice, ale także odwiedzali okolicznych chłopów. Byli parą otwartą na innych. Maria zaczęła nawet potajemnie uczyć wiejskie dzieci.

Wspólne wyprawy z rozmowami na tematy gospodarcze i ekonomiczne zaowocowały wzajemnym uczuciem. Kazimierz Żórawski studiował nauki matematyczne i fizykę na Uniwersytecie Warszawskim. Do tej pory przyjeżdżał do domu rodzinnego na ferie lub wakacje. Od kiedy poznał Marię jego wizyty stały się częstsze. Miłość podziałała na młodą guwernantkę w sposób widoczny. Maria odrzucała posępne nastroje, którymi ulegała wcześniej, nabrała rumieńców, stała się bardziej otwarta, częściej się śmiała. Wykształcona młoda kobieta wzbudzała namiętność w przyszłym matematyku. Ponadto Maria doskonale jeździła konno, prowadziła powóz a także jeździła na łyżwach. Na pewno dla młodego Żórawskiego Maria była kimś wyjątkowym. Wyróżniała się na tle okolicznych panien, które z reguły były niedostatecznie wykształcone i najchętniej zajmowały by się plotkowaniem. Kazimierz Żórawski był zapewne doskonałą partią dla panien z okolicznych zamożnych dworów. Jego ojciec był o tym głęboko przekonany i pod tym względem wiązał z synem pewne plany.

Dlatego wpadł w przysłowiowy szał, kiedy usłyszał od swojego syna, że ten chce poślubić guwernantkę Marię Skłodowską. Wykrzyczał synowi, że nigdy nie zgodzi się na to małżeństwo. A na dodatek matka zagroziła mu wydziedziczeniem z wszelkich dóbr. Oboje marzyli o bogatej partii dla swojego ulubieńca. Uboga guwernantka w ogóle nie wchodziła w grę. Od tamtego wyznania syna, Żórawscy zmienili swój stosunek do nauczycielki. Znikła życzliwość i poszanowanie, a pojawił się chłód i lekceważenie.

Kazimierz po usłyszeniu zdania obojgu rodziców, nie znalazł w sobie dostatecznej siły aby się temu wyraźnie przeciwstawić. Dalej pragnął poślubić swoją wybrankę ale nosił już w sobie pewne obawy. Prosił Marię o cierpliwość i obiecywał, że znajdzie sposób aby rodzice zmienili swoje stanowisko. Jednak w miarę upływu czasu wycofał się z tego związku. Zaczął rzadziej przyjeżdżać z Warszawy do Szczuk.

Maria doznawała codziennego upokorzenia od swych chlebodawców, popadła w stany melancholijno-sentymentalne.

Zaczęła nawet pisać miłosne wiersze, szukając w nich ukojenia na swoja trudna sytuację. Wreszcie stało się jasne, że do małżeństwa nigdy nie dojdzie, a Kazimierz Żórawski szuka sposobu do ostatecznego zerwania tego romansu.

Zrozumiała to także Maria, choć nie mogła pogodzić się ani z dalej trapiącym ją uczuciem do ukochanego, ani z pozycją odrzuconej.

Najprościej byłoby opuścić Szczuk i wrócić do Warszawy. Była jednak związana dobrze płatnym kontraktem. Zarobione pieniądze przesyłała siostrze i ojcu.

Żórawscy, kiedy zauważyli, że zainteresowanie ich syna młodą guwernantką zanikło też jakby dali jej spokój. Traktując ja jednak z góry i bez życzliwości. W tamtych czasach tego rodzaju romanse nie były czymś wyjątkowym. Rzadko jednak kończyły się małżeństwem. No, może poza słynnym romansem Stefci i księcia z powieści ,,Trędowata”, ale tam finał był tragiczny.

W przypadku Mari Skłodowskiej- Curie wszystko zakończyło się w miarę normalnie.

Guwernantka przygotowała jeszcze dwie córki Żórawskich do pójścia do szkół publicznych i pod koniec czerwca 1989 roku opuściła dworek w Szczukach. Pożegnała Mazowiecką Ziemię z żalem, ale i gorącym wspomnieniem nieszczęśliwej miłości.

Po powrocie do Warszawy nawiązała jeszcze kontakt ze swoim wybrańcem. Chciała się z nim rozmówić na neutralnym terenie. Zaproponowała spotkanie w Zakopanym. Oboje młodzi spotkali się tam w małej wili. Niestety ten pobyt pod wspólnym dachem, a także wędrówki po górach nie zaowocowały małżeństwem. Kazimierz Żórawski gotów mieć u swego boku Marię jako kochankę, ale nie żonę. Na taką propozycję Maria się absolutnie nie zgodziła.

Postanowiła definitywnie poświęć się nauce. Ta blisko czteroletnia miłość, utwierdziła Marię w przekonaniu, że mężczyzn trzeba starannie wybierać. Należy jednak podkreślić, że Kazimierz Żórawski również odniósł sukces na polu nauki. Został profesorem a następnie rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Potem wrócił do Warszawy na Politechnikę. Został prezesem Warszawskiego Towarzystwa Naukowego i członkiem Polskiej Akademii Nauk.

W ostatnich latach życia widywano go siedzącego w zadumie, na ławeczce przed pomnikiem Marii Skłodowskiej- Curie przy ulicy Wawelskiej w Warszawie.

Igor Kantorowski